Różowe okulary, naiwność, utopia. Mechanizmy autosabotażu pracy z przekonaniami

Czasem może nam się wydawać, że wizja życia bez negatywnych przekonań jest po prostu naiwna. Tak myślą osoby, które mimo wielu „prób” lub mimo lat pracy ze sobą, wciąż nie uporały się z wieloma przekonaniami, lub nawracają im stare programy. Powstaje wtedy tendencja do utwierdzania się w przekonaniu, że „potrzeba wiele czasu i wysiłku, aby coś przepracować”, albo mocniej: „rozwój to droga przez mękę” i „niektóre rzeczy da się zrobić/ usunąć, a inne już nie”. Tak brzmią jedynie programy autosabotujące, przez które trudno dostrzec i zburzyć mur, który sami sobie tworzymy. Pogram to program – nie ma gorszych i lepszych, trudniejszych i łatwiejszych, szybko puszczających i wcale nie puszczających blokad. To kwestia indywidualnego postrzegania co jest dla nas jakie. Sami nadajemy przekonaniom ciężar i zabarwiamy je dodatkowymi cechami, sprawiając w ten sposób, że trudniej nam się ich pozbyć, albo robimy to bezskutecznie. Na tym polega autosabotaż – tworzymy sobie dodatkowe blokady, dzięki którym coś wydaje nam się trudne lub poza zasięgiem.

Wiele zależy także od metod pracy z przekonaniami, które mogą być mniej lub bardziej skuteczne. Nieważne, od jak wielu lat zajmujesz się rozwojem świadomości, tylko na ile skutecznie. Sporo osób boryka się z problemem nawracających negatywnych programów. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, program nawraca, gdy temat jest nie do końca przepracowany. Oznacza to, że wcześniej był usunięty wybiórczo, np. tylko z podświadomości. Mogło nie być wtedy pozwolenia i gotowości na dokończenie, lub obciążenia leżą na różnych poziomach energetycznych i czasem samo uświadomienie sobie mechanizmu lub usunięcie blokady jedynie na danym poziomie wglądu to za mało.

Jak skutecznie pracować z usuwaniem negatywnych przekonań?

Skuteczne kasowanie programów polega na działaniu kompleksowym z poziomu Zero (Źródło Wszystkiego Co Jest), czyli z poziomu pamięci komórkowej i siatki krystalicznej, usuwając całe pakiety składające się na dany zestaw - jednocześnie i wielopoziomowo ze wszystkich poziomów -  DNA, Duszy, serca, programowania umysłu, obecnej kreacji oraz poprzednich wcieleń i form, z całej przestrzeni świadomości zbiorowej, z poziomu całego rodu, wszystkich przodków i istot uczestniczących w tych procesach, z każdego miejsca w ciele, przestrzeni i z podświadomości. Działanie z poziomu siatki krystalicznej powoduje, że możemy wpływać na dany obszar na najgłębszym poziomie elementarnych cząstek. Wpływ ten polega na prawidłowym obrazowaniu energetycznym obiektu uzdrawianego według naturalnego i aktualnego wzorca pochodzącego ze Źródła Wszystkiego Co Jest dla tego obiektu.

Kompleksowa praca z przekonaniami prowadzi do oczyszczenia i uzdrowienia w danym temacie całej pamięci komórkowej oraz siatki krystalicznej. Często wiąże się także z opróżnianiem przestrzeni z różnego rodzaju podłączeń energetycznych, umów np. na oddawanie mocy, ślubowań, konstrukcji zasilających emisję programów, implantów, magii oraz innych mechanizmów oraz urządzeń kontroli i manipulacji umysłem. Istotne jest także programowanie umysłu, polegające na przywróceniu zdolności do życia i funkcjonowania w ładzie i harmonii z naturalnymi wzorcami pochodzącymi z Czystego Światła = Źródła Wszystkiego Co Jest = poziomu Zero. 

Gdy mimo wszystko program nawraca, oznacza to, że konflikt u danej osoby jest bardzo złożony i praca z nim wygląda jak obieranie cebuli. Gdy pewne warstwy blokad się rozpuszczają, dopiero uzyskujemy dostęp do kolejnych mechanizmów utrzymujących te obciążenia przy życiu. Czasem z poziomu Źródła Wszystkiego Co Jest, przepracowanie danego tematu wyświetla się jako dłuższy proces, który składa się z kilku etapów. Niektóre obciążenia są tak dalece karmiczne, że źródło ich powstania znajduje się na poziomie Duszy, która może nawet przez setki wcieleń powielać ten sam schemat w kolejnych inkarnacjach. Programowanie umysłu także może odzwierciedlać to, co w Duszy. 

Czasem autosabotaż u danej osoby jest tak silny, że nie chce ona na podświadomym poziomie puścić starych przekonań lub przyzwyczajeń, ponieważ ma z nich korzyści – mechanizmy, którymi się sabotuje. Czasem jest to wyparta obawa, że po całkowitym usunięciu programów straci się tożsamość, osobowość lub wyjątkowość. Ktoś może być tak przyzwyczajony do fałszywego obrazu siebie, z którym identyfikował się przez lata, że nie wyobraża sobie siebie jako kogoś innego - osoby wolnej od negatywnych przekonań. Trudno wtedy zobaczyć siebie jako osobę bez tych obciążeń i może temu towarzyszyć wrażenie, jakbyśmy pozbywali się części siebie.  

Wspólną cechą mechanizmu autosabotażu jest to, że informacja "odbija" się od osoby. Zostaje odrzucona, wyparta i zanegowana. Najczęściej spotykane rodzaje sabotażu pracy z przekonaniami to:

Ci, którzy „próbują” i „starają się”

Trudno dziwić się osobom, które „próbowały” coś zmienić (lub „starały się”) i nic z tego nie wyszło, że życie pełnią Mocy wydaje im się utopią świata widzianego przez „różowe okulary”. Tacy ludzie często są zupełnie nieświadomi języka autosabotażu, którym przemawiają na co dzień i całkowicie odrzucają istnienie związku pomiędzy ich myśleniem a rzeczywistością, którą przecież sami tworzą. Często bagatelizują wpływ swoich słów i uważają, że „im to nie przeszkadza”.

Wydaje się absurdalne? Nie, wcale. Dlaczego to wypierają? Ponieważ mają korzyści z utrzymywania w sobie takich programów. Takie osoby nie są gotowe na to, aby wziąć odpowiedzialność za rzeczywistość, którą już stworzyli. Oni nawet tego nie chcą. Nie chcą być autorami tego, co stworzyli i się pod tym podpisać. Zanegują więc wszystko, co mogłoby zmusić ich do refleksji nad swoim wpływem na własne życie. Będą szukać winnych i zrzucać odpowiedzialność na różne zjawiska, utwierdzając się w przekonaniu, że „to tak nie działa”, że „nie mam na to wpływu”, "jak oni mogli mit o zrobić". Albo będą odkładać „na później”. Tymczasem, energia działa tak jak działa i płynie nieustannie, bez względu na to czy ktoś to akceptuje, czy nie. Jeśli nie, naturalną konsekwencją oporu wobec Prawdy jest narastająca złość, frustracja, zgorzknienie i żal. Gdy zbyt długo gromadzimy je w sobie, w przestrzeni tworzy się coraz więcej blokad swobodnego przepływu energii i zaczynają manifestować się one w ciele jako dolegliwości tych części i organów, które energetycznie są najbardziej narażone na gromadzenie konkretnych konfliktów. Manifestują się także w postaci konkretnych życiowych sytuacji, które odzwierciedlają wyparte obciążenia. Jakie programowanie umysłu, taka rzeczywistość.    

Żyjąc w takim koszmarze na własne życzenie, oczywiste wydaje się, że dla ludzi nasiąkniętych negatywizmem, osłabionych i bezbronnych, istnienie innej wizji życia jest poza ich wyobrażeniem. I tak będzie, dopóki nie dojrzeją do tego, aby zmienić swoje myślenie i podejście do życia.

Pytanie brzmi - czego im potrzeba, aby wreszcie pozwolili sobie na zmianę?  Niektórym nawet rak i śmierć nie da do myślenia. I mają do tego pełne prawo. Warto pamiętać, że to jest ich wybór i błędem jest ratowanie ich z litości, nawracanie czy w jakikolwiek inny sposób oddawanie energii na zasilanie ich piekiełka. Ludzie całkowicie wolni od takich ciężarów życia, ataków i przeciwności losu często będą ich tylko irytować. Aby komuś naprawdę pomóc, trzeba, aby ta osoba najpierw otworzyła się na pomoc oraz dojrzała w niej gotowość i determinacja do zmian. Wtedy nawet w kilka tygodni ustępują objawy chorób uważanych przez medycynę tradycyjną za śmiertelne. Wszystko jest w umyśle człowieka. Jedna myśl może zabić, a inna przywrócić do życia. Tak działają ładunki energetyczne pod wpływem naturalnych praw, (np. prawa przyciągania, kompensacji i prawa kreacji), których najwyższym wyrazem jest absolutna czystość intencji i wolność od manipulacji.   

Ci, którzy utożsamiają szczęście z wyparciem problemów

Kolejny mechanizm autosabotażu zmiany (poprzez pracę z przekonaniami) polega na myleniu szczęścia z wypieraniem problemów i udawaniem, że ich nie ma. Utożsamianie jednego z drugim wynika z tego, że ludzie zapominają, że Szczęście jest stanem umysłu bez względu na okoliczności, a nie czymś, co można osiągnąć po tym, jak już pozbędziemy się problemu.

Istota prawdziwego szczęścia polega na umiejętności zachowania szczęśliwego, spokojnego, radosnego i opanowanego podejścia do życia bez względu na zewnętrzne sytuacje i okoliczności, w których się znajdziemy. Absurdalne? Nie, wcale.

Jeżeli warunkujesz osiągnięcie szczęścia oczekiwaniem na zaistnienie czegoś, to możesz mieć pewność, że to się nie wydarzy. Jeżeli myślisz, że „będę szczęśliwy, jeśli problem zniknie” to będziesz żyć w tym problemie tak długo, aż sobie uświadomisz, że ten warunek jest iluzją, dzięki której pozbawiasz się szczęścia i unieszczęśliwiasz się tym bardziej, im większy nacisk kładziesz na uzależnianie swojego szczęścia od czegokolwiek. Może zdarzyć się tak, że to coś oczekiwanego, czym warunkujesz szczęście jednak się wydarzy, ale będą temu towarzyszyły przeciwności, trudne okoliczności i sytuacje wymagające dużego wysiłku, poświęcenia, cierpliwości, kombinowania, itd. Dzieje się tak, ponieważ w głębi siebie naprawdę nie wierzysz w to, że zasługujesz w pełni, aby zdobyć to czego pragniesz bez okupienia tego wyrzeczeniami. Twoje programowanie umysłu blokuje Cię zamiast wspierać, wymaga zatem gruntownego uzdrowienia. 

Gdy nauczysz się nawet w najtrudniejszych sytuacjach zachować optymizm, wiarę, zaufanie i pogodę ducha to zauważysz, że wiele problemów i przeciwności znika z Twojego życia. Ponieważ potrafisz już pozostać w wewnętrznym stanie równowagi, w którym przestajesz odczuwać brak czegoś. Przestajesz szukać i oczekiwać z zewnątrz tego, co miałoby zapewnić Ci szczęście, spełnienie, satysfakcję, radość, pomyślność, zdrowie, itd. Gdy potrafisz dać sobie to coś od wewnątrz, w ten sposób zmienia się informacja w Twoim polu energetycznym. Ponieważ już to potrafisz poczuć nawet zanim to się stanie, to wręcz musi się wydarzyć – przyjść do Twojej przestrzeni, zgodnie z Twoją niezłomną wiarą, że już to masz.

To nie jest stan, który da się w sobie wymusić. I nie chodzi o to, aby się zmuszać do czegokolwiek i udawać, że problemy nie istnieją lub znikną same bez Twojego udziału. Chodzi o stopniową zmianę podejścia, aby zdobyć umiejętność transformacji myśli i przekonań. Dochodzisz do wprawy - ćwicząc i obserwując swój stosunek z intencją, aby z każdą kolejną sytuacją i wyzwaniem, Twoja postawa zmieniała się tak, aby w naturalny sposób ten stan równowagi i pełni osiągnąć. Jeśli działasz z poziomu serca i całkowicie szczerze, zaskoczy Cię nie tylko to, jak wiele negatywnych wzorców może istnieć w świadomości, ale to jak szybko umysł uczy się pozytywnych wzorców i jak zmienia się to, co przyciągasz do swojego życia.     

Ci, którzy mylą pozytywne myślenie z zamykaniem oczu na emocje

To podobny typ do poprzedniego. Ludzie, którzy utożsamiają ideę pozytywnego myślenia z wypieraniem negatywnych emocji, w zasadzie zatracili sens tego, czym jest ono naprawdę. Pozytywne myślenie polega na obserwacji emocji bez potrzeby utożsamiania się z nimi i na umiejętności błyskawicznej transformacji negatywnego programowania umysłu w pozytywne wzorce, czyli takie, które są w pełni zgodne z naturalnymi wzorcami. To świadoma obecność, która pozwala w konstruktywny sposób dać ujście emocjom, zamiast je tłumić, wypierać lub poddawać się ich destrukcyjnej mocy. Dzięki temu, każdą osobę i sytuację, która wywołuje w nas negatywny rezonans, traktujemy jako lustro - wskazówkę, gdzie jeszcze nasze przekonania, postawy i reakcje rozmijają się ze zrównoważonym wzorcem i co mamy do przepracowania. Mylenie pozytywnego myślenia z przymykaniem oczu na biegun cienia prowadzi do sabotażu narzędzia zmiany, jakim jest konstruktywna transformacja negatywizmu w neutralny/pozytywny stan.

Ci, którzy muszą mieć „pod górę”

Typ męczennika to kolejny i ciekawy rodzaj autosabotażu rozwoju osobistego. Często są to osoby zafiksowane na mistrzów oświeconych i przekonane, że „droga do mądrości i oświecenia jest długa, trudna i wymaga poświęcenia”. Niestety, to jest bardzo silny program zakotwiczony w świadomości zbiorowej i ma go większość osób z potencjałem nauczycieli duchowych, trenerów rozwoju, liderów i pionierów. Takim osobom bardzo trudno jest wyobrazić sobie, że można rozwijać się w życzliwej atmosferze - lekko, łatwo i przyjemnie. Do rozwoju potrzebują przeszkód i wierzą, że dzięki temu wznoszą się na wyższe poziomy świadomości. Utożsamiają rozwój z walką, byciem w opozycji i z pokonywaniem samego siebie. Wierzą, że „im silniejsze światło, tym więcej mroku przyciąga do siebie”, że zawsze znajdą się tacy, którzy ich nie rozumieją i będą im uprzykrzać życie, „aby zgasić w nich światło”. Co gorsza, uważają to za naturalną konsekwencję rozwoju świadomości i powołują się na historie znanych osobowości, z którymi tak właśnie się stało. Takie osoby przyciągają do swojej przestrzeni sytuacje uciążliwe lub ekstremalne, w których są atakowane lub wyśmiewane np. za bycie sobą i dzielenie się swoimi poglądami. Są przekonani, że ceną za to, kim są -  za ich rozwój i pracę, jest doświadczanie negatywizmu lub nawet okrucieństwa. Mechanizm autosabotażu na wyższym poziomie polega w tym przypadku na potrzebie ciągłego kształtowania i sprawdzania swojego poziomu odporności poprzez konfrontację z trudnymi sytuacjami (sterowanymi przez obszar władzy: dominacji i uległości, suwerenności i uzależnienia). Takie osoby są przekonane, że „trzeba mieć skórę jak pancerz” i podświadomie kreują okoliczności, w których mogą wchodzić w rolę kata i ofiary, najlepiej jednocześnie. Trudno im uwierzyć, że równie dobrze (a nawet lepiej) mogliby rozwijać się w spokoju, harmonii i ładzie. Skąd to się bierze?

Zazwyczaj są to nieruszone lub niedoczyszczone obciążenia karmiczne na poziomie Duszy, które ciągną się przez wiele wcieleń w postaci tworzenia inkarnacji, które ginęły na stosach lub były karane, torturowane i zabijane za Wiedzę lub pochodzenie (władza). Z tym łączy się aspekt karmy wolności. Często w przestrzeni takich osób istnieją patetyczne pomniki pamięci i pokoje chwały uwieczniające ich doświadczenia na wzór „dla poległych w walce” i wojennych weteranów. Pełne orderów i odznaczeń oraz pamiątek uwieczniających przebyte trudy, którym należy oddać cześć i pamięć. Syndrom „Pamiętamy” to przechowywanie w pamięci komórkowej trudnych doświadczeń, który stanowi także swoiste memento i wynika z potrzeby silnej identyfikacji z traumatyczną przeszłością oraz uhonorowania swojego „bohaterstwa”, co by trud nie poszedł na marne.  

Ci, którzy kolekcjonują osiągnięcia

Kolejny mechanizm autosabotażu podobny do męczennika to kolekcjoner, jednak jego motywacją jest potrzeba ciągłego stawiania sobie wyzwań, coraz wyższych poprzeczek i udowadniania sobie w ten sposób swojej wartości. Często są to osoby przekwalifikowane (over qualified), które mogą doświadczać pewnego rodzaju „klęski urodzaju” gdy okazuje się, że bez problemu funkcjonowaliby bez kolejnych 10 kursów i warsztatów. Głównym mechanizmem autosabotażu jest tutaj utożsamianie samodoskonalenia z nieustannym wspinaniem się po kolejnych szczeblach drabiny sukcesu, zatykaniem chorągiewek na kolejnych szczytach, co często owocuje obwieszaniem ścian kolejnymi dyplomami ukończenia (niezliczonej) ilości szkoleń. Potrafią całkowicie podporządkować swoje życie i poświęcić się tak rozumianemu rozwojowi, popadając w pracoholizm i tzw. „travelerstwo” warsztatowe. Jednak programowanie umysłu w tym wypadku sprawia, że nic nie jest w stanie zaspokoić na dłużej niedosytu wynikającego z niskiego poczucia własnej wartości. Brak umiejętności akceptacji i doceniania siebie wynoszą z rodzinnego domu, co wiąże się później z funkcjonowaniem w błędnym kole nadmiernych wymagań i oczekiwań wobec siebie i innych. Towarzyszy temu lęk przed porażką i ciągłe uczucie, że jest się niewystarczająco dobrym, że „muszę zasłużyć" na swoją własną aprobatę. Czasem taki zapęd rozwojowy zasilają także odczucia, że "muszę być na czasie”, „ktoś mnie wygryzie”, „trzeba nadążać za aktualnymi trendami”, itd. Metodą „kar i nagród” stosują na sobie dyscyplinę, a wręcz tresurę. Równowaga pomiędzy pracą, aktywnością i odpoczynkiem jest mocno zachwiana. Trudno tu w ogóle mówić o zdolności do prawdziwej i szczerzej miłości, czułości, wyrozumiałości i wsparciu dla siebie - ponieważ nie otrzymali zdrowych wzorców tych wartości w dzieciństwie od rodziców. Wierzą, że realizują plan samodoskonalenia najlepiej jak potrafią, a ich imponujące osiągnięcia mogą to potwierdzić. Mają dużą skłonność do przyciągania partnerów, którzy będą przy nich uchodzić za nieudaczników. Jednocześnie, partnerzy dadzą im do zrozumienia, że w życiu osobistym są niewystarczająco atrakcyjni. W zasadzie, poza gronem innych kolekcjonerów, trudno będzie znaleźć osoby, które dorównałyby im kroku na polu zawodowym, i które by z nimi wytrzymały. Są wielką inspiracją i potrafią być doskonałymi motywatorami dla innych, a jednocześnie często nie potrafią pomóc sami sobie, co jest przyczyną frustracji, zniechęcenia, a nawet depresji. Bywa tak, że są żywą przestrogą przed popadnięciem w skrajność i w pułapki samodoskonalenia.   

Ci, którzy uważają, że „samo się zrobi”

To dokładne przeciwieństwo dwóch poprzednich typów. Odkładają wszystko na później i często lubią tłumaczyć się tym, że „potrzeba czasu” i „czas leczy rany” oraz, że „trzeba pozwolić na naturalny bieg zdarzeń”, przy czym nie bardzo rozumieją na czym to polega według naturalnego wzorca zaufania do procesów życia. Nie lubią skupiać na sobie uwagi, chyba, że mogą zgrywać komediantów i dowcipnisiów. Unikają poważnych wyzwań i konfrontacji, a w tym czasie rosną stosy wypieranych mechanizmów i nieprzepracowanych programów zamiatanych pod dywan, które zaczynają piętrzyć się tak, że trudno je ukryć, a co dopiero ogarnąć. Takie osoby pewnie czują się tylko za fasadą, najlepiej tajemniczego „mistrza” stoika eremity zajętego niepojętymi dla zwykłych ludzi kwestiami istnienia, lub duszy towarzystwa, która rozładuje każde napięcie błyskotliwym poczuciem humoru. Kto ich nie zna gotów pomyśleć, że tacy z nich optymiści. W rzeczywistości żyją w fałszu i ogromnej presji na utrzymanie masek, które stworzyli dla świata. Większość z nich ma w sobie tzw. „zamknięte pudełko”, czyli niedostępną przestrzeń drażliwych i absolutnie wypartych programów, do której sami nawet nie wchodzą. Głównym mechanizmem autosabotażu jest u nich lęk, że jak stawią czoło Prawdzie, to się rozsypią na kawałeczki jak rozbite szkło i już wcale nie złożą się do kupy. Z tego powodu stają się mistrzami uników, by przypadkiem ktoś nie odkrył jak jest naprawdę. Często są to osoby skłonne do nałogów, rozrywkowe i mające tendencję do obracania poważnych spraw w żart. Lubią bagatelizować i udawać, że nic się nie stało. Potrafią doskonale lawirować i mówić dokładnie to, czego się od nich oczekuje. Wynika to z ogromnej trudności, jaką sprawia im zmierzenie się z trudnymi i konfliktowymi sytuacjami oraz lęk przed tym, co się stanie jak pokażą prawdziwych siebie.     

Ci, którzy uważają pracę z przekonaniami za manipulację

Kolejny typ autosabotażu polega na lęku przed wszelką manipulacją, inwigilacją oraz indoktrynacją. Z tego powodu, istnieje skłonność do odgórnego odrzucania koncepcji programowania umysłu, bez potrzeby zgłębienia istoty, celu i sensu. Grupa ta jest dość zróżnicowana, uprzedzenia mają różne podłoża.  

Są to często osoby, które sprawiają wrażenie jakby „wiedziały, że biją dzwony, tylko nie wiadomo w którym kościele”. Ich wiedza pochodzi głównie z książek i filmików na You Tube. Zaliczają siebie do grona tzw. „przebudzonych”, ponieważ słyszeli o matriksie, iluminatach, NWO, UFO i innych teoriach spiskowych wymieszanych z wszelkiej maści koncepcjami pseudo duchowo-rozwojowymi. Często kieruje nimi ironia, sarkazm, a nawet nienawiść. Czują się lepsi i mądrzejsi niż „głupie owce uwięzione w matriksie 3D i ślepcy, którzy nie wiedzą, co się dzieje”. Swoim czasem i uwagą zasilają obraz świata owładniętego mrokiem, fałszem, cierpieniem, chciwością i wyzyskiem. Wierzą, że trudno jest zrobić coś dobrego na większą skalę, ponieważ „wielki brat” obserwuje. A ci, którym się udało, są podejrzani i na pewno są pionkami, za którymi stoją żydzi, masoneria, reptylianie lub inne mroczne istoty, które „rządzą tym światem”. Trudno dziwić się, że na świecie wciąż istnieją takie zjawiska. Ich skala dokładnie proporcjonalnie odzwierciedla ilość ludzi, którzy jeszcze mają potrzebę zasilania swoją energią właśnie takiej wizji rzeczywistości. Trudno jest im dostrzec, że dopóki będą skupiać się na tym i będą uważać siebie za bezsilnych wobec systemu („ponieważ nas przebudzonych jest jeszcze za mało, aby coś zmienić") a innych za ślepych kretynów go utrzymujących, sami poprzez swoje myśli tworzą świat, w którym „tak to już jest”. Trudno jest im zauważyć, że czas, który poświęcili na studiowanie matriksa, mogliby zainwestować w zmianę przekonań i naukę zasilania swoją uwagą tego, co warto zasilać – pokój, dobro, miłość, szacunek, empatia.

Albo odwrotnie, często mogą to być osoby bardzo czujne i antagonistycznie nastawione do wszystkiego. Tak bardzo, że blokują sobie pozwolenie na jakiekolwiek metody pracy ze sobą. Nie chcą mieć już nic wspólnego z niczym, i w każdej metodzie dopatrzą się szczegółu, który do nich „nie przemawia”. Trudno jest im z każdej metody wziąć tylko to, co jest dobre i służy Najwyższemu Dobru.    

Prawdą jest, że programowanie umysłu i przekonań jest rodzajem manipulacji, która polega na usuwaniu źródeł negatywnych obciążeń i zastępowaniu ich pozytywnymi, zdrowymi wzorcami pochodzącymi ze Źródła Wszystkiego Co Jest. Skoro w naszej przestrzeni funkcjonuje mnóstwo negatywnych manipulacji, to warto uwolnić się z nich. Po usunięciu negatywnych wpływów, przestrzeń staje się czysta i pusta. Jeśli nie zaprogramujemy sobie pozytywnych przekonań, może zdarzyć się tak, że ta pustka znów zacznie wypełniać się obciążeniami, poprzez które wrócimy do starych negatywnych schematów, oddawania mocy i bezradności wobec sytuacji, w których się znajdziemy. Jeżeli uważasz, że pozytywne programowanie umysłu nie wyzwala Cię od negatywnych manipulacji, zastanów się czy możliwe jest to, aby brak podjęcia działań na rzecz pozytywnej transformacji przekonań mógł Cię z czegokolwiek wyzwolić.   

Ci, którzy potrzebują naukowych dowodów

To podobny typ do ich poprzedników – znawców manipulacji, z tą różnicą, że jednym z mechanizmów napędzającym autosabotaż jest u nich podświadomy lęk przed utratą wiarygodności, a nawet zmysłów - z powodu widzenia niewidzialnego. Są to osoby zafiksowane na potwierdzenie istnienia zjawisk niematerialnych badaniami naukowymi, a jasne widzenie i czucie energii kojarzy im się jedynie z new age’ową fantazją. Co by się najgorszego stało, gdyby mogli poczuć i zobaczyć 100% energię Czystego Światła? Najczęściej są przekonani, że „to jest nienormalne". Główną obawą jest lęk o wizerunek, że dołączą do grona „niepoczytalnych" i będą uważani za wyznawców new age. Na głębszym podświadomym poziomie chodzi o lęk przed tym, że to ich zupełnie odłączy od rzeczywistości i zburzy misterną konstrukcję rozumienia świata opartą na pieczołowicie śledzonych naukowych odkryciach, (których przecież sami nie dokonali, więc nie wiadomo skąd u nich niezachwiana wiara w wiarygodność autorytetów naukowych i słuszność tych tez, skoro sami osobiście ich nie dowiedli). Sympatycy dowodów naukowych mają także korzyści z utrzymywania mechanizmów iluzji oddzielenia od Źródła Wszystkiego Co Jest, ponieważ ich system operacyjny opiera się na umyśle - na potrzebie analizy, kontroli i oceny. Przyczyną konieczności utrzymania tego stanu świadomości jest głęboki lęk przed utratą tej możliwości. Ponieważ funkcjonują jedynie w obszarze umysłu, dopuszczenie do głosu serca i intuicji wydaje im się... niedopuszczalne. W świecie fikcyjnych miar i wskaźników oceny czują się pewnie i stabilnie. Będą zainteresowani jedynie tą częścią pracy z przekonaniami, którą jakaś gałąź nauki zdoła dla nich wyjaśnić w kategoriach myślenia liniowego.

Ci, których wiara/ religia/ wyznanie „kłóci się” z Prawdą Źródła

Do tej grupy należą ludzie definiujący siebie jako „wierzący”, którzy interesują się tematyką duchowości. Na swojej ścieżce rozwoju mają okazję rozpoznać prawdziwą duchowość, czyli wolną od pośredników. Ludzie tacy odrzucają fakt, że wszelkie kulty i systemy religijne stworzono w celu ułatwienia masowej kontroli i manipulacji umysłów. Utożsamiają wiarę z religią/ kultem, a te z duchowością. To zniekształcenie wzorca duchowości i rozwoju duchowego sprawia, że trudno im znaleźć wspólny mianownik pomiędzy naukami kościoła/stowarzyszenia religijnego/ kręgu duchowego, a nauką uniwersalnej Prawdy pochodzącej z Czystego Światła. Trudno im zaakceptować fakt, że wartość uniwersalną w religiach i kultach ma jedynie to, co w nich wspólne i zgodne - co znajduje potwierdzenie na poziomie Zero - w Źródle Wszystkiego Co Jest - czyli działa w służbie Najwyższego Dobra. A to, co im się „kłóci”, dokładnie wskazuje na obciążenia zniekształcające naturalne wzorce działające poprzez manipulacje, mające na celu odciągnięcie ludzi od istoty duchowości - Istoty Światła, której przyrodzonym prawem naturalnym jest łączenie się ze Źródłem BEZ pośredników. Ogromna ilość kłamstw historycznych, dezinformacji, podpięć, pieczęci, dogmatów, traum wcieleniowych i innych mechanizmów kontroli sprawia, że dla „wierzących” koncepcja bezpośredniej łączności z Czystym Światłem wydaje się „świętokradztwem”. Nie potrafią sobie wyobrazić samodzielnej pracy z poziomu Źródła, ani nie wolno im nawet o tym myśleć, często pod groźbą np. „kary boskiej”. Trudno im zauważyć, że wszelkie koncepcje, które bazują na energii strachu i poddaństwa, pochodzą z innych źródeł niż Czyste Światło. Przekonania „wierzących” utrwalają jedynie potrzebę posiadania „boga”, w którego mogą wierzyć, i którego uosabiają z „wyższą siłą” decydującą o ich życiu. Ta smutna perspektywa zniewolenia świadomości i oddanie władzy nad sobą oraz swego losu w ręce istot z kompleksem stwórcy, charakterystyczna jest dla Dusz uwięzionych w szponach magii z obrębu kultów Saturna. 

Ci, którym uda się wyzwolić spod kontroli religii i kultów, często przechodzą etap nienawiści do kościoła, religii i innych okultystycznych form manipulacji, osadzając, przeklinając je i złorzecząc. To również jest oddawanie tam swojej uwagi, a przez brak neutralnego stosunku do obecności mechanizmu - zasilanie go własną energią. Mają zatem do przerobienia kolejny etap rozwoju, jakim jest akceptacja zjawisk, uszanowanie wolnej woli istot (w tym rozpoznanie swojej własnej woli, aby przestać zasilać to, co ich irytuje). Negatywny rezonans to wciąż zasilanie różnych negatywnych zjawisk społecznych funkcjonujących na Ziemi i będących źródłem generowania mocy od tych, którzy w jakiś sposób rezonują z tematem. Zniknie rezonans, zniknie popyt, zniknie produkt.           

Ci, którzy negują zjawisko „lustrzanego odbicia”

To kategoria zdominowana przez relacje, w której prym wiodą rodzice chorych dzieci, którzy odrzucają fakt, że dziecko jest realizacją świadomości rodziców. Uważają, że nie mają problemu, tylko ich dziecko potrzebuje pomocy. Potrafią być bardzo roszczeniowi i nieprzyjemni, gdy zwróci im się na to uwagę, ponieważ postrzegają to jako atak, a przyzwyczajeni są, że manipulacja poprzez litość, „bo dziecko jest bardzo chore” często na innych działa. 
„Jak to?? Nie chce Pani pomóc mojemu dziecku?”, „co to za terapeuta, który zamiast chorego dziecka chce leczyć rodziców? Przecież ja jestem zdrowa!” oraz wisienka na torcie programów oporu na Prawdę: „po rozmowie z Panią czuję się jeszcze gorzej!” – to tylko kilka sztandarowych sygnałów totalnego oporu, braku gotowości na zmianę i braku otwartości na alternatywne rozwiązania. Co ciekawe, odczucie, że gdy usłyszeli prawdę to poczuli się jeszcze gorzej, jest wprost proporcjonalne do siły oporu w człowieku.  
Przyjęcie do świadomości prawdy, że stan zdrowia dziecka odzwierciedla własne obciążenia rodziców i ich nieprzepracowane negatywne przekonania, wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za swoje myślenie i za rzeczywistość, którą stworzyli. Ponieważ już żyją w poczuciu winy a odpowiedzialność kojarzą tylko z ciężarem, wydaje im się, że dodatkowe tsunami poczucia winy i ciężaru będzie zbyt bolesne i trudne do udźwignięcia. Żyjąc w iluzji tego, czym tak naprawdę jest pomoc, wsparcie i praca kwantowego terapeuty, przyciągają sytuacje, w których wydaje im się, że nikt nie chce im pomóc, albo, że nie da im się pomóc. Mechanizm ten pogłębia uczucie frustracji, złości, zmęczenia, przeciążenia i wrażenie, że życie z chorym dzieckiem jest walką, cierpieniem, trudem oraz wymaga wielu wyrzeczeń. Dziecko odbiera podświadomie te wszystkie emocje i jego stan zdrowia pogarsza się jeszcze bardziej. Jak bardzo dziecko ma się poświęcić, aby rodzic otworzył się na zobaczenie związku pomiędzy chorobą dziecka a swoim chaosem energetycznym?  

W przypadku relacji rodzinnych i związków partnerskich, także mechanizm litości odgrywa rolę głównego katalizatora oporu na Prawdę, (a przez to pokazuje się brak gotowości na pracę z przekonaniami). Często ludzie uważają swoich bliskich za potwory, stawiają się w roli ich ofiary i szukają potwierdzenia, że tak jest. Nie chcą zobaczyć, gdzie w sobie skrywają takiego potwora lub skąd pochodzi lęk, że tacy są lub się staną. Mówią „ja taka nie jestem”, „myli się Pani, to on jest zły, taki a taki”. Skłonność do wypierania prawdy i potrzeba przerzucania odpowiedzialności na innych świadczy o braku dojrzałości emocjonalnej i obnaża podświadomy brak chęci, aby dostrzec i zrozumieć mechanizm lustrzanego odbicia. Takie osoby nie pozwalają sobie zobaczyć prawdy o sobie i innych. Trudno im zaakceptować, że inni traktują nas dokładnie tak, jak my sami siebie traktujemy i tworzą nam idealną projekcję tego, co podświadomie myślimy na temat siebie i innych. Zachowanie innych doskonale i precyzyjnie pokazuje, na ile wierzymy, że zasługujemy na miłość, przyjaźń, szczerość, wsparcie czy szacunek oraz na ile pozwalamy, aby nas dobrze traktowano. To także lekcja Światła, która pokazuje czy i w jakim stopniu potrafimy zachować równowagę dawania i brania, czy umiemy swobodnie, radośnie i lekko dzielić się lub przyjmować bez wahania, lęku, bez przymusu lub poczucia obowiązku. 
Osoby zafiksowane na osądzanie, ocenianie, krytykowanie i szukanie winnych, żyją w osobistych fasadach i nie chcą spojrzeć na swoje relacje z pozycji obserwatora. Mogłyby wtedy potraktować różne sytuacje jako informację i mogłoby się okazać, że Prawda, którą zobaczą, w ogóle im się nie spodoba. To, co mają w sobie do uzdrowienia przecież kłóci się z ich wizją, której kurczowo się trzymają. Dlaczego? Muszą mieć prawdę po swojej stronie. Nie interesuje ich obiektywna Prawda, tylko ta „mojsza”. Dzięki temu mają z kim wchodzić w konflikty i komu narzucać swoją wolę, mogą się oburzać, mieć pretensje, krytykować, oceniać, wywyższać się ponad tych złych, okrutnych, głupich i bezmyślnych, podświadomie szukając czegoś, co ich dowartościuje. Obwinianie innych często jest mieszaniną wielu programów i służy nie tylko zrzucaniu z siebie odpowiedzialności, lecz także tuszowaniu niskiego poczucia własnej wartości oraz dokarmianiu Ego. 

Ci, którzy wiedzą najlepiej

Tu wchodzimy w obszar (nad)typów autosabotażu na wyższym poziomie, które łączą się i wzmacniają inne podtypy. 
Ci, którzy wiedzą najlepiej i mają monopol na prawdę, działają na podobnych blokadach jak opisany powyżej typ negujący lustro. To są ludzie dominujący, a także despotyczni i apodyktyczni. Podświadomie nie znoszą sprzeciwu, więc wszystko, co odbiega od ich koncepcji widzenia siebie, innych i świata będzie odrzucone z kretesem, a często wyśmiane, ośmieszone i zrównane z błotem. Często można od nich usłyszeć, że „złośliwość jest domeną ludzi inteligentnych". Trudno powiedzieć, czy w ich odbiorze w ogóle istnieje ktokolwiek wystarczająco godny, aby poprowadzili z nim normalny dialog, a może rozmowę utożsamiają z monologiem. Wszystko musi być doskonałe i zapięte na ostatni guzik. Nie znoszą partactwa i bylejakości, dlatego zawsze przyciągają sobie coś, co mogliby skrytykować. To w ich obecności strzelisz gafę, właśnie akurat coś ci wypadnie z rąk, coś zepsujesz, rozlejesz lub zrobisz źle, choć zazwyczaj robisz to bardzo dobrze. Poziom ich oporu odzwierciedla dramatyzm sytuacji, które na poziomie Duszy generują tak naprawdę po to, żeby móc wyjść z negatywnego mechanizmu, ale na poziomie Ego sprawiają wrażenie osób dumnych, pysznych, niezłomnych i nieprzebłaganych. Ich arogancja i bezczelność pozwala im zachować pozycję „moje na wierzchu”, a poczucie elitarności często łączy się z programami snobizmu, mizantropii. Oczekiwania są tak wygórowane, że prawie niemożliwe do spełnienia. Z resztą, spodziewają się, że „coś będzie nie tak”, bo podświadomie myślą, że to, co da się osiągnąć przestaje być obiektem doskonałości i pożądania. Można odnieść wrażenie, że nawet tortury by ich nie złamały. I słusznie, ponieważ takie osoby często mają bardzo bogatą historię wcieleń, w których występowały w obu rolach – kata i ofiary. Są w tym wprawione, tym trudniej o wystarczająco silny lub skuteczny katalizator, który zburzy pomnik, na którym stoją i rozkruszy skałę, w której się ukrywają.   

Ci, którzy nic nie wiedzą     

„Oj kochana, ja tam nie wiem, czy…”, „nie mam przekonania, czy to jest …”, „ja tego nie kupuję”. Każdy z nas słyszał to nie raz i wypowiedział. Jednak u osób z fasadą „Nie wiem” kryje się coś więcej niż zwykłe wątpliwości. W mechanizmie autosabotażu pracy z przekonaniami, „nie wiem” zawsze znaczy bardzo wiele. Za kurtuazyjnym i niewinnym „nie wiem” stoi po prostu „nie chcę, ale nie umiem Ci tego powiedzieć wprost”, „mam to gdzieś i nie chce mi się o tym myśleć, ale nie wypada powiedzieć tak na głos”, oraz „boję się, że jak w to wejdę to…np. pożałuję”. 
Brak szczerości, asertywności i zdecydowania, który kryje się w „nie wiem” potrafi czasem zbić z tropu. Dochodzimy do muru, który nie ma początku ani końca, jakby wrzynał się głęboko w ziemię i wznosił tak wysoko, że jego szczyt ginie w chmurach. Czasem zwykłe „nie wiem” to dojście do granic, których ktoś nie pozwala sobie przekroczyć. Tu jest jego meta. Jak chcesz iść dalej, tutaj musimy się rozstać. 

Inny rodzaj „nie wiem” opiera się na braku zaufania do siebie i przekonaniu, że inni wiedzą lepiej. To ciągła potrzeba poszukiwania potwierdzenia, drugiej, trzeciej i piątej opinii, która gdy wymknie się spod kontroli, może sprawić, że taka osoba jest totalnie zagubiona i już nie wie, w co ma wierzyć, co sama myśli i czuje na dany temat, bo każdy jej powiedział zupełnie co innego. Ten rodzaj autosabotażu wywołuje chaos i zniechęcenie do pracy nad sobą. Często w efekcie jest brak decyzji lub odkładanie pracy miesiącami. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka, która to zatuszuje i odwlecze konieczność skonfrontowania się z własnymi myślami i emocjami. Ludzie z syndromem „nie wiem” albo zupełnie rezygnują, albo tak to przeciągają, że może zdarzyć się i tak, że terapeuta odmówi – zapomni o takiej osobie, nie będzie miał czasu pół roku później, albo dojdzie do wniosku, że takie zachowanie świadczy o braku gotowości i wybierze inną osobę, u której jest determinacja do systematycznej pracy.

Podsumowując, istnieją pewnie jeszcze inne typy reprezentujące negatywne programowanie umysłu. Oczywiście są także typy mieszane, stanowiące mieszankę programów sabotujących pracę z przekonaniami. Głównym i najważniejszym czynnikiem uwalniającym od autosabotażu jest czysta i szczera chęć samopoznania, autentyczność i szczerość z samym sobą. Wraz z nią pojawia się otwartość na prawdę i podejście z dystansem, bez potrzeby kurczowego trzymania się fasad. To zdolność wzięcia odpowiedzialności za swoje ograniczenia i chęć odpuszczenia sobie wszelkich iluzorycznych obrazów siebie, innych i świata. 

Tu rodzi się potrzeba zastąpienia negatywnych wzorców pozytywnymi, ale skąd je wziąć? Odpowiedź brzmi: skąd, jak nie z natury? Wszystkie naturalne, pierwotne wzorce zapisane są w Czystym Świetle - w Źródle Wszystkiego Co Jest - na poziomie Zero, ponieważ tam istnieje zdrowy i zrównoważony obraz, poza spektrum nadmiarów i braków. Dlatego praca z przekonaniami z poziomu Zero i pozytywne programowanie umysłu daje w praktyce zaskakująco efektywne skutki. Oczywiście u osób otwartych, systematycznych, zaangażowanych, które mają czyste intencje i dystans do tego, co jest. Prędzej, czy później każdy przechodzi kryzys pracy nad sobą, ale i na to są skuteczne sposoby.  


Inne teksty, które mogą Was zainteresować (kliknij w tytuł, aby przejść do treści artykułu)

O remontowaniu Domu Duszy

Praca z przekonaniami jako podstawa kreowania rzeczywistości

Język autosabotażu - siła sprawcza myśli i mowy

Rozwój i praca ze sobą – po maśle, zamiast pod górę

Pozytywne programowanie umysłu. Jak sobie coś zaprogramować

Utrwalanie pozytywnych programów myślowych

Kryzys w pracy z przekonaniami



Katarzyna